Niepoważne traktowanie psów.

by

Pies – najlepszy przyjaciel człowieka. Nie tak, odkąd Kazimierz Wielki zastał Polskę drewnianą, a zostawił murowaną, komplementujemy pocieszność owych czworonogów? Krąży to wokół nogi tak, że zaiste nie trudniej się potknąć o wąż ogrodowy. Przepuszcza przez zęby język wiotki niczym męski członek w stanie spoczynku. Oddechem przygwoździ mocniej niż gaz chlorowy alianta pod Ypres. Cudownie cudowne zwierzę.

Dlaczego więc ten tak rozkoszny twór natury traktowany jest wielce niepoważnie?

O co się rozwodzi? Zaledwie kęs czasu temu wylała woda. Tak, każdy wie, o co chodzi. Podmyte osiedla; samochody rdzewiejące w brudnej od śmieci, kaczych odchodów i dziecięcego moczu wodzie; helikoptery z odważnymi panami na drabinkach; uparte babunie przykute mimo nalegań ratowników do strychu swego domostwa (co tam, że woda łaskocze im palce stóp?); jeden bezbronny pies. Chwila. Pies? A co ma jeden zawszony kundel do całego rozgardiaszu?

Schronisko. Każdy miłośnik zwierząt obowiązkowo powinien trzy razy dziennie trąbić znajomym o niedoli żyjących tam pluszaków. W okresie zagrożenia powodzią częstotliwość należy proporcjonalnie zwiększyć, do około sześciu razy na dzień. “Biedaczki, jeśli woda zaleje im mieszkanko, to gdzie będą robić kupkę, gdzie będą jadły i spały?” To zaledwie pięciosekundowe pytanie słyszane jednocześnie w milionach słuchawek telefonicznych na terenie Polski dało Telekomunikacji niebotyczne zyski. Niektórym przyniosło nowego członka rodziny. Pewnej osobie, powiedzmy, że mi znajomej, także. Łapiecie już, o co chodzi?

Porzucę zbędne frazesy, nudne podręcznikowe metafory rodem z pierwszego akapitu. Pozwolę sobie przytoczyć wymianę zdań między mną a wyżej wymienioną osobistością. A sceneria była taka: ja, ona, paru innych ludzi, mokra trawa, drewniana buda na klamoty po lewej, ceglana ściana po prawej, półmetrowy chodniczek, glina i pies.

- Oj, oj, oj, tjaak, ale ty jesteś grzeczny, piesku, taak, bronisz domu, bronisz… – wyrzekła owa osoba tonem, którego powstydziłaby się nawet najbardziej fanatyczna babcia wobec swojego wnuka. Hau! Wesoły odgłos zadrżał w bębenkach usznych wszystkich obecnych. Odchrząknąłem. Chciałem coś powiedzieć, ale jeszcze to opanowałem. Tymczasem ona kontynuowała:

- Jaki ty jesteś słodki, piesiu, no, podaj łapkę – Kundel oczywiście łapy nie miał zamiaru nikomu podać. Skulony nieznacznie, wykonał niezdarny krok w tył. Obecni homo sapiens westchnęli zgodnie z zachwytem. Zaraz. W takim razie ja nie jestem homo sapiens, bo nie westchnąłem. Hm. No, w każdym razie…

- ACH! – wykrzyknęła ona w ekstazie. – Widzicie, jaki pocieszny? Jaki słodki? Jak uroczo opuścił uszy! Doprawdy niebywałe!

Wszyscy skinęli głowami unisono. Tym razem odchrząknąłem głośniej.

- Jak taki piesek mógł zostać w brudnym schronisku? Tutaj będzie miał dobrą panią, tak? Dobrą panią? Dobra pani – tutaj puknęła się parokrotnie palcem wskazującym po klatce piersiowej. – Dobra pani, tak? Dobra!

Tego już było za wiele. Teraz odchrząknąłem tak, że o mało nie strzeliłem flegmą w oko psiego delikwenta.

- Dość! Czy nie możecie traktować tego psa poważniej? Porządne to bydlę, cztery wiosny ma, dorosły jest i postawny. Spójrzcie, z jaką nieziemską gracją stąpa po zabłoconym trawniku! Ha, pewnie sfinks więcej razy się potykał! – W tej chwili kundel spojrzał na mnie z miną: “Ale jestem żałosny pies, doprawdy”. Nie trapiąc się tym zbytnio, kontynuowałem:

- To nie bobas czy niedorozwinięty, by traktować go jak porcelanową lalkę z parasolem! Ależ jestem teraz poirytowany – zakończyłem nerwowym westchnieniem.

Wsparłem dłonie na biodrach i powiodłem triumfalnym wzrokiem prawdziwego filozofa po słuchaczach.

Wszyscy kucali przy kundlu i okazyjnie klepali go po łbie. Najwyraźniej mocno zaabsorbowało ich patrzenie mu w ślepia. Odniosłem nieodparte wrażenie, że nawet pół ucha mnie nie wysłuchało. Ktoś tylko łypnął w moją stronę i warknął jakby od niechcenia:

- To ty jesteś niepoważny.

- Chyba ci ktoś w łeb przysadził!

…To chciałem powiedzieć, lecz obecni byli dla mnie o trzy grosze za cenni. Wyjąkałem więc tylko coś w stylu: “Ale… ale…” i odszedłem z miną zbitego – no właśnie – psa.

Badania przeprowadzone przez Hashard Dog-Care International pokazują, że wyżej opisany przypadek nie jest jedynym udokumentowanym precedensem niepoważnego traktowania psów. Według ankiety ponad 20% właścicieli czworonogów piłuje im paznokcie, ubiera w kaftany rodem z Francji Ludwika XIV, traktuje jak pluszowe zabawki czy gumowe kaczki do wanny. Zanotowano także próby użycia lakieru do paznokci, szminki do ust i nosidełka dla niemowląt. Jak to nie jest przerażające, to sam nie wiem, co jest.

Nie mówię, że nie można głaskać. Nie mówię, że nie można darzyć psa uczuciem. Można. Apeluję jedynie o trochę więcej zdrowego rozsądku. Moje hasło na dziś – traktujmy poważnie poważne psy.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.