… piękne niczym kwiat róży zwilżony lekką kroplą rosy która czeka na blask słońca leżąc na aksamitnym, czerwonym płatku. Większość twórczości i wylewnych wpisów na tej stronie służyło ukazaniu świata z jego mrocznej, negatywnej i wyciskającej łzy strony. Szczęśliwie skład w którym żyjemy nie jest ucieleśnieniem Puszki Pandory, chociaż z pewnością do tego stanu nieubłagalnie zbliżamy i brakuje powoli wiary w to, iż ludzkość osiągnie kiedyś pełnię szczęścia w jednym z utopijnych światów wykreowanych przez ludzką wyobraźnię. Być może matrixowy agent Smith miał rację twierdząc, że gatunek ludzki potrafi się odnaleźć w rzeczywistości jedynie przez nędzę i cierpienie? Nasza piękna planeta z każdą chwilą coraz bardziej wypełnia się ładunkiem wybuchowym, którego lont jest wystarczająco krótki by nie pozostawić czasu na ucieczkę i na tyle łatwopalny że wystarczyłaby lupa i trochę słońca by uruchomić licznik skryty w kawałku sznurka. Być może lont nigdy nie zapłonie, będąc zmiecionym przez zmieniający się gwałtownie klimat, który wydaje się być reakcją obronną organizmu naszej zielonej planety na wirusa, który zaczyna szpecić i niszczyć Ziemię? Zostało dwa i pół roku by przekonać się, czy Majowie byli największymi prorokami w historii ludzkości czy po prostu nie widzieli sensu tworzenia kalendarza na kilkaset lat naprzód uznając, że dzieło dokończą ich dalecy potomkowie.
Która z dwóch powieści lepiej oddaje kierunek, w którym podąża świat – “Nowy wspaniały świat” Aldousa Huxleya czy może “Rok 1984″ George’a Orwella? Z jednej strony nowy wiek przywitaliśmy wydarzeniem, które przynajmniej częściowo zmieniło definicję słowa “terroryzm” przeobrażając mieszkańców cywilizowanych państw zachodniej Europy i Północnej Ameryki w spłoszone stado owiec, które gotowe jest zamknąć się w klatce oddając swoją wolność, godność i prywatność każdemu kto obieca w zamian poczucie bezpieczeństwa i stabilności. Oczywiście strach nigdy w pełni nie mija, gdy społeczeństwa które zapominają o przeszłych zamachach szybko otrzymują nawrót lęku wraz z następnym atakiem, który kończy się następną falą ograniczania wolności w imię bezpieczeństwa i próbie wyjścia z emocji towarzyszącym wybuchającym na ulicach pojazdom i setkami martwych ciał. Spirala zgrozy wciąż się nakręca i nie widać powodu dla którego mogłaby przestać. Psychoza urosła już do tak absurdalnego stopnia, iż w Wielkiej Brytanii ilość kamer obserwujących Brytyjczyków wynosi cztery miliony, co daje jedną kamerę na 15 mieszkańców wysp. Ufność zanika, czego nie można powiedzieć o skali przestępczości, zaś Wielki Brat patrzy swoją niezliczoną ilością oczu. Wojna to pokój. Wolność to niewola. Ignorancja to siła.
Z drugiej zaś strony ludzie nie dostrzegają beznadziejności sytuacji, w jakiej się znajdują, będąc niemal permanentnie odwróconych od istoty problemu. Myślenie staje się czymś nieatrakcyjnym, czytanie czynnością dla snobów i ludzi niepełnosprawnych społecznie. Jedyne gatunki filmowe uznane przez większość to romantyczne komedie, filmy akcji z masą efektów specjalnych oraz porno, zaś w muzyce trendy kształtuje hiphop, pop i remizowe elektro. Wszystko inne jest ambitniejsze i bardziej skomplikowane, więc złe. Każdy przejaw myślenia w sposób inny niż ogólnie przyjęty jest wyrazem dziwactwa i szybko zostaje stłumiony wśród bełkotu większości z mózgami wypranymi przez telewizję oraz – co mówię z lekkim bólem w sercu – internet. Niedostosowanie się do panujących trendów mody oznacza zacofanie i wykluczenie wśród rówieśników. Myślę, że nie skłamię za mocno, jeżeli stwierdzę iż seks, używki oraz rozrywka w klubach i na imprezach to główne zainteresowania współczesnej młodzieży, która przecież ma budować lepszy świat. Tylko jak mają to osiągnąć, gdy rodzicom odbiera się coraz więcej przywilejów rodzicielskich, oddalając się w życiu ich pociech jedynie do chodzących bankomatów? Zresztą żeby móc sobie pozwolić na dokonywanie wypłat rodzice-bankomaty najczęściej muszą lwią część swojego dnia spędzać z dala w pracy w której jedynie za stałą wypłatę ludzie sprzedają nie tylko swój czas i wysiłek, ale też przytępiają kreatywność i powodują częstokroć stany depresyjne. Oczywiście medycyna nie próżnuje i stale zbliża się do stworzenia somy, leku na wszystkie bolączki i smutki, szczęścia w tabletce. Wspólność. Identyczność. Stabilność.
Miała być notka pozytywna, a wyszła poraz kolejny smutna analiza otaczającej nas rzeczywistości. Żyjemy w świecie rządzonym przez Matrixa, jednak jego źródłem nie są bynajmniej maszyny. Czemu więc to wszystko wygląda tak, jak wygląda? Kto stoi za tym, iż mimo ciągłego rozwoju i poprawy jakości życia – żyje się coraz trudniej? Rozwój jest niebezpieczny, gdyż nawet pomimo rosnącej świadomości i powoli zbudzającego się umysłu narasta ból, gdy stoi się w tłumie ludzi uśpionych, nie zdających sobie sprawy z reguł funkcjonowania świata. Ludzie zachowują się niczym najmłodsze dzieci, które we “Władcy Much” Goldinga żyją beztroską zabawą przerywaną jedynie czasem przez potwora. Głosy osób, które wyrwały się z matriksa, wydają się przepadać bez echa, lecz wciąż istnieje nadzieja na przebudzenie ludzkości. Byle tylko zdążyć to osiągnąć zanim Matka Natura postanowi pozbyć się swojego potomsta niszczącego swój własny dom. Życie jest piękne, ale nie nasze.