Tragizm pełnoletności.

By Pan Pieczarka

Od zawsze bulwersowała mnie pewna sprawa, której tragizmu wydaje się nie dostrzegać wszelkie społeczeństwo. Dużo już jest sztucznych ograniczeń swobód i wolności, jednak większości taki stan rzeczy – ku mojemu zdziwieniu – odpowiada. Chodzi o magiczne bariery wiekowe, które powodują, że gdy kładziemy się spać, jesteśmy jeszcze w świetle prawa dzieckiem, a gdy budzimy się, jesteśmy już w pełni dorośli i bierzemy za siebie pełną odpowiedzialność. Oczywiście są osoby, które z tego powodu nie śpią, czekając na coś w rodzaju św. Mikołaja, ale ku ich zdziwieniu nie zauważają absolutnie żadnej zmiany. Gdyby w ostatni dzień grudnia nikt nie odpalał fajerwerek, zapewne znalazłyby się osoby, które byłyby przekonane, że aktualnie jest jeszcze rok 2007, albo 2006. To jest właśnie fenomen, gdy wszystko wywraca się do góry nogami, chociaż w zasadzie nic się nie dzieje.

Zastanawia mnie, dlaczego próg pełnoletności ustawiono w takich sztywnych ramach? Przecież nie każdy nadaje się do bycia pełnoletnim akurat w osiemnaste urodziny, z drugiej strony są na pewno tacy, którzy są bardziej pełnoletni, niż nie jeden normalny pełnoletni, chociaż nie mają jeszcze wymaganego wieku. Wszak chyba każdy zna stare jak świat przysłowie, że nie liczy się wiek, a przebieg? Przez ten głupi limit wiekowy wiele osób zostaje skrzywdzona i ograbiona z podstawowych praw człowieka, gdy nie mogą normalnie zakupić butelki piwa na umilenie wieczoru lub gdy muszą klikać “nie wchodzę”, gdy strona informuje, że wejście na nią przeznaczone jest dla osób, które ukończyły 18 lat, a to wszystko przez to, że jakaś kobieta pokaże sutka.

Myślałem nad możliwymi rozwiązaniami tej jakże bulwersującej sprawy, czego owocem jest pomysł wprowadzenia testu pełnoletności. Nie, to nie byłby drugi test dojrzałości, który swoją drogą z wykazywaniem dojrzałości ma tyle wspólnego, co termometr z mierzeniem prędkości samochodów jadących ulicami. Cała idea polega na tym, że osoba, która uważa, że jest już pełnoletnia, stawiałaby się w odpowiedniej siedzibie, w której by się rejestrowała. Po tym do takiej osoby zostałby przydzielony obserwator, który działałby bez świadomości zdającego. W tym czasie obserwator śledziłby, jak żyje osoba zdająca, włączając w to przygotowane zdarzenia, np. zostawienie na ulicy portfela w celu sprawdzenia reakcji zdającego. Jeżeli coś budziłoby zastrzeżenia u obserwatora, to zdający musiałby zaliczyć kilka testów wewnętrznych. Ale już mi się nie chce rozpisywać. W ten sposób każdy mógłby się sprawdzić, czy jest pełnoletni, a w zamian za pomyślnie zdany test pełnoletnia już osoba otrzymywałaby order, dyplom i zdjęcie pamiątkowe. Proste, a jakie genialne…

Nie chce mi się już pisać. Pijcie mleko.

Jedna odpowiedź do “Tragizm pełnoletności.”

  1. teh0okm mówi:

    W sumie masz trochę racji, ale nie z każdym aspektem Twojej notki mogę się zgodzić. Kilka rzeczy zawartych w tym tekście budzi we mnie wątpliwości.

    Z tego, co wiem, to z piwem (zresztą nie tylko z nim) sprawa jest taka, że w młodym wieku łatwiej popada się w uzależnienie (i w tym zdaniu nie chodzi mi wcale o wpadnięcie w nałóg wynikające z nieświadomości typu “A co to jest piwo?“, które polega na ochlewaniu się alkoholem do nieprzytomności; mam po prostu na myśli większą podatność umysłu wynikającą ze zbyt młodego wieku), chyba że zostałem zmanipulowany.

    A ten pomysł z obserwacją przez specjalnego pracownika – chyba chybiony. Przecież gdyby ludzie wiedzieli, że są obserwowani, zachowywaliby się jak aniołki, póki by nie dostali odpowiedniego papieru. A gdyby tego nie wiedzieli, byłoby to masowe okłamywanie społeczeństwa. A to mi się już nie za bardzo podoba. Stos młodzieży “zdający egzamin” pod czujnym okiem ukrytego obserwatora? Gdzieś to już słyszałem. Pomijając to, że “kandydaci” zupełnie by nie wiedzieli, po co zgłaszają się do jakiegoś rejestru.

Dodaj komentarz