Odpalam twarzoksiążkę, żeby sprawdzić co nowego u moich znajomych. Ktoś otworzył puszkę pandory i znalazł porcelanową doniczkę. Ktoś inny rozwiązał test i wyszło mu, że lubi placki.
Ktoś inny prosi mnie, żebym nakarmił mu krowę na tej twarzoksiążce.
- Nie, babciu, to nie jest prawdziwa krowa – tłumaczę – to tylko obrazek na ekranie, taki wymyślony zwierzak.
A ja podziękuję, bo ogejmy przestały bawić w 2006.
Jacek jest w związku z Agata.
- Wow, gratuluję!
- Mam nadzieję że wasz pierwszy raz będzie udany :)
- jee
- Błagam usuń ten komentarz
A co to ta twarzoksiążka? To taki portal dla uchodźców z naszej-klasy mających dość przedsięwzięć w postaci śledziów, eurogąbek, mistrzów grillowania i flashowych popupów.
Ale na twarzoksiążce kontakty międzyludzkie są na drugim planie. 98% użycia tej platformy ogranicza się do bardzo kiepskich programików, które mogą opublikować innym mój biorytm. Pozostałe 2% to to, do czego platforma powinna być używana w pierwszej kolejności – do zdjęć, dyskusji i planowania imprez.
Wejść do warszawskiego Starbaksa i rzucić, że twarzoksiążka jest do dupy, to prawie tak jak głośno schlebiać Legii w spokojny wieczór na Nowej Hucie.
Twarzoksiążka jest zagrzebista – mówi Klaudia, tegoroczna maturzystka w szyberdziesiątym liceum ogólnokształcącym w Trepczewie Dolnym – fajnie gdy moi znajomi wiedzą, co lubię, a czego nie lubię.
Idiotów robi z siebie coraz więcej tysięcy młodych ludzi. Ale to zaledwie wierzchołek góry lodowej, bo to przynajmniej widoczne jest gołym okiem.
Gołym okiem nie jest widoczna polityka prywatności, jaką prowadzi pan o zachłannie brzmiącym nazwisku Zuckerberg, twórca i założyciel twarzoksiążki. Od momentu kiedy włamał się na uczelniany serwer w poszukiwaniu zdjęć po to, aby założyć stronę do oceniania przysłowiowych cycków koleżanek z roku, nic się nie zmieniło. Nic nie wskazuje na to, aby Pan Zuckerberg zechciał przestać obdzierać innych z prywatności.
Twarzoksiążka nie posiada funkcjonalności zablokowania agregacji informacji o mnie przez wyszukiwarki. Wpisuję swoje imię i nazwisko i co widzę? Moją facjatę i moich znajomych, co lubię i do jakich grup należę.
Ludzie logują się na niektóre strony za pomocą swojego konta na twarzoksiążce i mogą komentować artykuły, pod swoim imieniem i nazwiskiem. Wszystko to w obskurnej javascriptowej ramce.
Nie mam zamiaru tłumaczyć, w co zmieni się twarzoksiążka w ciągu najbliższych lat. Anonimowość się kończy, ludzie w sieci będą prowadzić drugie życie. Twoja dziewczyna może się na ciebie obrazić, jeśli zapomnisz związać się z nią na twarzoksiążce.
- For example, now if you’re logged into Facebook and go to Pandora for the first time, it can immediately start playing songs from bands you’ve liked across the web – tłumaczy osobiście Zuckerberg. Aha, czyli mam wcisnąć przycisk, że lubię zespół, wpisać swoje dane logowania do twarzoksiążki? To dobry pomysł, połączmy sięć za pomocą JAVASCRIPTOWYCH RAMEK, których wnętrze jest obsługiwane przez SERWERY TWARZOKSIĄŻKI.
Potem w gazetach czytam o takich terminach jak cyberstalking. Co do tradycyjnego stalkingu, ludzie sami są sobie winni, że nie potrafią zasłonić żaluzji w swoim oknie. Ba, ludzie mieszkający w bloku twarzoksiążki nawet nie mogą mieć żaluzji. Niech cię widzą, jak w jakimś nowojorskim aparamentowcu, gdzie ściany to szyby, a dom służy tylko do zaspokojania fizjologicznych potrzeb. Niech widzą, że w czwartek skomentowałeś link na wykopie, a w sobotę strollowałeś gościa na forum poświęconym jakiejś strzelance.
Nie masz dowodu osobistego? Nie istniejesz. Nie masz konta w banku? Jesteś odrzutkiem, wyrzekasz się cywilizacji, idź, precz, chłopie ze wsi. Mam nadzieję, że za kilkadziesiąt lat nie będzie można powiedzieć tego samego o twarzoksiążce – publicznym wymachiwaniem własnych pyt w gronie znajomych i nie tylko. Platforma przypomina mi Windows 95 nadmuchany paskami narzędzi do IE i tańczącymi asystentami pulpitu, a jej dostowanie ogranicza się do zmiany tapety i zapchania dysku zdjęciami. Mówiłem o malware na twarzoksiążce?
Dla mnie dom to zamek, miejsce gdzie życie się kończy i zaczyna. Ze mną jest podobnie – nie chcę stać się częścią zdzidzałego socjalnego roju mającego obsesje na tym, kto co lubi, albo śledzącego informacje o innych, że tego dnia zjedli kukurydziane płatki na śniadanie. To nie jest kwestia intro/ekstrawersji, to kwestia normalnego zdrowego rozsądku. Coraz mniej jest intymnych relacji jeden na jednego, czy to w postaci listów, rozmów telefonicznych czy poprzez komunikator. Teraz wysyłasz broadcast na twarzoksiążce. Wystarczy zdanie sobie sprawy z tego, że od powstania komunikatorów TO GÓWNO ZUPEŁNIE NIE JEST KOMUKOLWIEK POTRZEBNE. Amen.